KOMPANJA SKAUTOWA.

W Polskiej Organizacji Wojskowej Zaboru Pruskiego występują skauci jako inicjatorzy, dzierżąc w swem ręku ster spraw do chwili, w której można działać już półoficjalnie. Z napływem nowych ludzi, starszych wiekiem i doświadczeniem wojskowem wycofują się harcerze w grudniu 1918 roku z czynnego udziału w życiu P.O.W. organizując natomiast własny oddział wojskowy: kompanję skautową pod dowództwem druha komendanta W. Wierzejewskiego, zaczątek kompanji, sformowanej w ostatnich dniach grudnia na mocy uchwały Poznańskiej Rady Drużynowych stanowi pluton, z którym druh Wierzejewski zajął dnia 28 grudnia redutę Grollmana, rozbrajając 200 artylerzystów, przyczem odebrano im cztery działa polowe, dwadzieścia karabinów maszynowych i kilkaset sztuk broni ręcznej. W porozumieniu z kompetentnemi władzami wojskowemi zakwaterowano oddział w reducie Grollmana. Na wieść o tworzeniu się własnego oddziału bojowego zaludniła się wnet reduta skautami z Poznania i z Księstwa. Ustalono jednak zasadę, że przyjmuje się do kompanji tylko druhów powyżej lat osiemnastu, młodszych natomiast odsyłano do służby ordynansowej. Nie wszyscy jednak starsi harcerze znaleźli się w kompanji skautowej. Przyczyny należy szukać wtem, że gdy kompanję zorganizowano, to już przeważna część starszych harcerzy należała do innych formacyj wojskowych, wszak jako twórcy P.O.W.Z.P. skauci pierwsze w wojsku polskim tworzyli szeregi.

Kompanja skautowa stanowi ostatnią rezerwę Komendy Miasta, jako jednostka stale do wystąpienia gotowa i skoszarowana, podczas, gdy poszczególne oddziały powstańcze zazwyczaj po wykonaniu jakiego zlecenia do

domów się rozchodzą. Kilkakrotnie wzywana spieszy na dworzec zagrożony transportem “Grenzschutzu" lub też ogołocony z załogi. Kilkunastu ochotników uzbrojonych w karabiny maszynowe pod dowództwem druha Leona Bąbola bierze udział w ataku nocnym na zajętą jeszcze przez Niemców stację lotniczą w Ławicy, a pluton kompanji skautowej strzeże następnie ogromnej zdobyczy w aparatach lotniczych i materjałach, walcząc z lotnikami niemieckimi, którzy usiłują przy pomocy bomb zniszczyć hangary i magazyny, znajdujące się w rękach polskich.

1. kompania skautowa 1. Pułku Strzelców Wielkopolskich wyruszająca na odsiecz Lwowa 14.3.1919 r.

Posługując się zdobytemi samochodami ciężarowemi spieszy kompanja skautowa ochotnie na każdorazowy zew władzy wojskowej a dążąc do podniesienia poziomu wyszkolenia ochotników, którzy w wojsku nie służyli, przeprowadza strzelanie szkolne na strzelnicy za Bramą Warszawską.

Dnia 14-go stycznia zostaje kompanja przeniesiona do koszar grenadjerów, w których pozostaje do końca stycznia. 26 stycznia składa przysięgę garnizon poznański. W zwartym czworoboku, ustawionym na Placu Wilhelmowskim (Wolności), staje i kompanja skautowa jako 1. kompanja 1. pułku strzelców wielkopolskich. Pod koniec stycznia wyruszają części składowe 1. pułku strzelców wielkopolskich do Biedruska, a z niemi maszeruje jako czołowa 1. kompanja skautowa. Mroźny luty schodzi na wytężonej pracy nad podniesieniem sprawności bojowej kompanji; częste strzelania wykazują, że skauci to dobry materjał strzelecki; szkolą się nadto obsługi przy karabinach maszynowych ; zimowe zaś wieczory spędza brać w serdecznem nastroju przy śpiewie i pogawędce.

Z dziennika żołnierza 1-ej kompanji skautowej.

. . . 13 marca to dzień przełomowy w życiu młodych żołnierzy-skautów. Po całodziennem gorączkowem przygotowaniu staje na błoniach biedruskich pułk cały. Przed front przybywa dowódca armji wielkopolskiej gen. Dowbór-Muśnicki z przedstawicielami Komisarjatu N.R.L. i obwieszcza, że pułk ma nazajutrz wyruszyć pod Lwów, by oswobodzić oblężone przez hajdamaków miasto, w którem kobiety i dzieci dobywając ostatnich sił bronią polskości grodu, tej strażnicy kresowej. Ostatnie przygotowania, mało kto zmrużył nocy tej oczy, nastrój pogodny choć poważny. Zanim jutrzenka zwiastowała wschód słońca kompanja gotowa do odjazdu znalazła się w wagonach, by przez Poznań ruszyć w dalekie, mało komu z skautów naszych znane strony ...

,, . . . Na stacji w Sądowej Wiszni wyładowano oddziały. W pobliżu budynka dworcowego ustawione działa wskazują nam kierunek, w którym należy szukać wroga, odgradzającego nas od Lwowa i jego najwięcej na zachód wysuniętej placówki: Gródka Jagiellońskiego. Na stacji stoi pociąg pancerny, wszędzie uwijają się żołnierze w różnorodnych mundurach i rozmaitem uzbrojeniu. Przez noc pozostajemy w Wiszni kwaterując w przewiewnych stodołach, stajniach lub niskich glinianych lepiankach. Nazajutrz 17. 3. wyrusza pułk na pozycję wyjściową do Dołhomościsk, zajętych dnia poprzedniego

przez poznańską kompanję ochotniczą. Mimo znużenia niewielu nocy tej spało, robiąc rachunek sumienia i śląc myśli do domów rodzinnych. Przed świtem padło hasło pobudki. W mrokach nocy zbierają się sekcje i plutony, staje w ordynku kompanja, by pójść po chrzest ogniowy. Niejednemu serce biło młotem na myśl, że zachodzące słońce ujrzy go już martwym. Ruch kolumny, ostre słowa komend, wyrywają z zadumy; sypią się żarty, ten i ów zcicha pogwizduje czy nuci znaną melodję. W zupełnej ciszy rozwija się pułk do boju. Kompanji skautowej wypadło pójść na prawem skrzydle linji bojowej, w ogólnym kierunku na wieś Milatyn, ukrytą za wzgórzem, wznoszącem się przed nami. Jak okiem sięgniesz w szarym świcie rysują się czarne sylwetki naszych żołnierzy, których linja tyraljerska ginie gdzieś hen na północ. Wszystko gotowe - ruszamy. Pierwsi dochodzą już do szczytu pagórka, gdy wtem zagrały maszynki hajdamackie prażąc nas z przodu i prawej flanki. Wtórują im działa i już pierwsze granaty padają na naszej linji, a szrapnele pękają za nami. “Biegiem marsz" brzmi komenda i budząc się z pierwszego odrętwienia - zrywa się linja mknąc w stronę nieprzyjaciela. Sypią się dowcipy sekcyjnych pod adresem nowicjuszów: “To nie do ciebie strzelają", “Nie udawaj umarłego", “Unieś nosa z bruzdy". Dowódcy plutonów pędzą przed linją nawołując na obsługi karabinów maszynowych, by zajęły pozycje. Ogień flankowy od strony Hrubieszczyzny i skraju lasu zbyt nam dokucza. Pierwszy pluton zmienia kierunek i biegiem wali w dolinę. Ten i ów jęknął, zawołał na sanitarjusza; pierwszy poległy z ranką w piersi podnieść się nie może mimo nawoływań sekcyjnego a linja w zapale strzela z postawy stojącej i z głośnem “Niech żyje" dopada do skraju lasu i chałup, skąd Ukraińcy wiejąc w gąszcze, zniknęli.

Sekcyjni porządkują sekcję i ruszamy dalej, by wesprzeć czołowe natarcie reszty kompanji. Nieprzyjaciel usadowiony w okopach przed wsią Milatyn prażył celnym ogniem nacierające kompanje, które bardzo powoli naprzód się posuwały. Widząc trudność czołowego ataku przechodzi część pierwszej kompanji przez las i uderza na flankę linji hajdamackiej. Zaskoczony tem

nieprzyjaciel wycofuje się w popłochu na Putiatycze i Dobrzany, a oddziały 1 baonu zajmują Milatyn.

Rozkaz operacyjny nakazuje zajęcie linji Wołczuchy - Koców, wobec czego prowadzi się dalszą akcję w tym kierunku. Przestrzeń między Milatynem a Kocowem to równina poprzeżynana gęsto rowami częściowo zamarzniętymi. Posuwająca się na Koców kompanja dostaje się w ogień krzyżowy, szczególnie silny od strony Dobrzan, zajętych przez nieprzyjaciela. Mimo dotkliwych strat posuwa się nasza linja skokami w stronę nowego przeciwnika, brodząc często po pas w wodzie. Lżej ranni nie odchodzą do ambulansów lecz założywszy opatrunek, walczą na równi z zdrowymi.. Akcja 3. baonu niszczy nieprzyjaciela w Dobrzanach i pod wieczór dociera prawe skrzydło 1. kompanji do Kocowa, gdzie łączy się z resztą kompanji. Wśród rannych w pierwszym dniu znajdują się wszyscy trzej dowódcy plutonów.

W ciągu nocy następuje przegrupowanie pułku i kompanja skautowa opuszcza po północy Koców, udając się do Wołczuch. Wesoła to była droga, składano bowiem życzenia Józefom, których mieliśmy kilku.

Rankiem dnia 19 marca uderza pułk na Doliniany i Henrykówko. W brawurowem natarciu zajmuje 2 baon i 1 kompanja Doliniany, pędząc przed sobą gromady Ukraińców, wycofujących się na południe. Tymczasem 3. baon uderza na Białą Glinnę i Popiele, by przez Stodółki-Ebenau nawiązać łączność z Gródkiem Jagiellońskim. Kompanja skautowa zostaje przesunięta na odcinek 3. baonu do Białej Glinnej, druh Wierzejewski natomiast z półkompanją rusza do Ebenau. Liczebna przewaga Rusinów nic nie wskórała, nie pomogła im nawet pomoc, ściągnięta z innego punktu w tym celu, by stawić czoło “rogatym djabłom poznańskim". Wieczorem dnia 19 marca huknęła radosna wieść: “Lwów oswobodzony". Pierwszy etap walk skończony. W walkach tych straciła kompanja jednę trzecią swego stanu bojowego. Uznanie, które wyraził kompanji dowódca pułku, świadczy, iż kompanja należała do pierwszych w boju. Następuje potem etap walk pozycyjnych przed wsią Stodółki-Ebenau, urozmaicony patrolami ochotniczemi i placówkami.

Dnia 16. kwietnia zostaje kompanja zluzowana przez kompanję galicyjskigo pułku, by wraz z pułkiem brać udział w nowej akcji odskrzydlenia Lwowa i sprostowania frontu. W kompanji wielka ochota, gdyż sprzykrzyły się już walki pozycyjne. I znowu przybywają w historji kompanji nazwy miejscowości, o które kompanja walczyła: Polanka, Stawczany, Glinna, Nawarja i okoliczne wzgórza osobno zdobywane. Patrole, placówki, wedety, przeplatane dniami odpoczynku, to robota kompanji do 14. maja. Tego dnia przesunięto kompanję do Gródka Jagiellońskiego, by wspomóc tamtejsze wojska w akcji na Rudki, do których pierwsza wkracza. Krwawe to były walki. Aż do miasteczka Rudki kompanja atakowała hajdamaków w pierwszej linji wprost brawurowo, wspomagana 2 działami artylerji poznańskiej, które podjeżdżały na kilkaset kroków do nieprzyjaciela. Straty w rannych, które kompanja tu poniosła były znaczne..."

Po krótkim odpoczynku w Lwowie następuje marsz na Mikołajów i Stryj, który jest niejako zakończeniem akcji kompanji, jak i całego pułku pod Lwowem. Nadmienić należy, że w Stryju znalazła się zaledwie połowa tych, którzy na odsiecz Lwowa wyruszyli, gdyż z drugiej połowy kompanji

część spoczęła w ziemi galicyjskiej, a reszta przebywała w szpitalach, lecząc się z odniesionych ran.

Po powrocie do Poznania (w Zielone Świątki) wyjeżdza kompanja w lipcu na front zachodni, gdzie w walkach pozycyjnych broni odcinka leszczyńskiego na linji Wyciążkowo-Trzebanja-Kąkolewo. W krótce potem w wrześniu zostaje kompanja przeniesioną na front litewsko-białoruski, gdzie rozpoczyna nowy etap walk intenzywnych na przyczółku mostowym Bobrujska, walk, w których krocząc częstokroć na czele zwycięskich wojsk polskich, a następnie w czasie enwazji odpierając nacierającego wroga, broni wschodnich kresów Polski bohaterstwem i krwią wylaną obficie.

Pomimo, że kompanja ta z biegiem czasu zatraciła swój charakter kompanji skautowej, czy to z powodu zdziesiątkowania, czy też z powodu przenoszenia harcerzy do innych formacyj i uzupełniania kompanji przez element nieharcerski, powraca 24. grudnia 1920 roku po dwóch latach krwawych walk 1 kompanja do Krotoszyna jeszcze jako “kompanja skautów poznańskich," chociaż z tych, którzy w końcu roku 1918 tworzyli kompanję skautową zostało zaledwie kilku.

Kompanję zorganizował por. Wierzejewski, który nią dowodził do czasu inwazji bolszewickiej, podczas której objął dowództwo baonu ćwiczebnego pułku, złożonego z cywilów. W tym czasie dowodzi kompanją ś.p. ppor. Susała, poległy pod Sławną. Po jego śmierci sprawuje dowództwo nadal por. Wierzejewski. Pierwszym sierż.-szefem kompanji i organizatorem administracyjnym był sierż. Ratajczak, późniejszy porucznik i dowódca trzeciej i siódmej kompanji. Po nim objął funkcję sierż.-szefa kompanji sierż. Depczyński. Plutonami dowodzili; sierżant Jęczkowiak, plut. Radomski, plut. Jańczak, późniejsi oficerowie. Pierwsi dwaj rychło opuścili kompanję. Ostatni natomiast, przeszedłszy później do innych kompanji wsławił się jako dowódca miotaczy bomb i 8 kompanji. Poźniej dowodzili plutonami: Tarnogrodzki, Krzyżaniak, Bąbol, Marciniak, Nowakowski, Nijakowski. Pozatem dostarczała kompanja od początku swego istnienia szarż i oświatowców do całego pułku.